piątek, 25 sierpnia 2017

Indiana Jones w poszukiwaniu wypadłego dysku



    Wczoraj po raz kolejny obejrzałem powtórkę “Indiany Jonesa”. Tym razem była to “Ostatnia
Krucjata”. Jako wierny fan, wiadomo filmy o Indym znam
na pamięć. Dzięki temu mniej skupiałem się na fabule, bardziej na smaczkach, których to przecież w filmach
 o awanturniczym archeologu nie brakuje.
    Wiedziony ciekawością, sprawdziłem w necie, 
(a jakże) jakie są plany względem postaci. 
    No i oczywiście są, ale, czy jest prawdopodobieństwo,
że wyjdzie z tego kolejny świetny Indiana Jones?
    Tu mam niestety spore wątpliwości...
    Po pierwsze wiek Harrisona Forda. Tak waśnie metryka odgrywa tu decydującą rolę. Bo czy fani filmów o Indym chcą śledzić jego złotą jesień? Nie przeszkadzali mi tak bardzo kosmici w “Królestwie Kryształowej Czaszki”, nie raziło omijające nieco fabularnie pozostałe części zakończenie i to, że antagoniści nie byli nazistami. To, co najbardziej raziło, to fakt, że głównym bohaterem był podstarzały amant, próbujący zachowywać się tak samo, jak trzydzieści lat wcześniej.
      I tu pojawia się ogromny problem twórców nowych części Idiany Jonesa (skąd wiadomo, że ma ich być więcej? Bo po co innego Disney wykupiłby prawa do postaci!). Przecież wszyscy fani serii wiedzą, że Indinom może być tylko jeden człowiek na ziemi! Cała reszta aktorów Henrego Jonesa jr. może co najwyżej po udawać. Ale cóż lata lecą, i nawet ten jeden jedyny niewiele przypomina wspomnianego archeologa. Podstarzałego Indiany widzowie już nie kupili w poprzedniej części. Postanowiłem przeanalizować, co też takiego może zrobić wytwórnia, żeby zarobić na Indiana Jonesie. Oto kilka pomysłów:

wtorek, 1 sierpnia 2017

Samael



     Samael szedł przez położony na obszernej polanie obóz. Wokół stały rozstawione, zielone
namioty. Przy wielu z nich na zrobionych 
z bali ramach 
i stelażach suszyły się skóry, zdarte z dzikich zwierząt. Nefilimowie z prawdziwym zamiłowaniem oddawali się polowaniu, korzystając z zastoju w działaniach wojennych.
   Płonęły ogniska. Z rusztów unosił się zapach pieczonej dziczyzny i dymu. Wokół palenisk siedzieli żołnierze. Śpiewali pieśni wojenne, śmiali się i rozmawiali na różne tematy. Nie koniecznie związane z wojną. 
Z glinianych kubków popijali wyprodukowany domowymi sposobami mocny alkohol.
    Inni, dla zabicia czasu szykowali rynsztunek do boju. Na stołach, pozbijanych z desek i bali leżały rozłożone miotacze. 
Ich właściciele po raz nie wiadomo który polerowali każdy element do sucha szmatką, tylko po to, by za chwilę nasmarować cały mechanizm oliwą i złożyć. 
    W całym obozie rozstawiono kamienne koła z osełkami, tak, by każdy miał do nich swobodny dostęp. Odbywało się tam ostrzenie mieczy, połączone z pucowaniem głowni.
     Naczelnik Eden, pogrążony we własnych myślach przemierzał wydeptane pośród namiotów ścieżki. Gnębił go dziwny lęk. Czuł silne podenerwowanie które sprawiało, 
że mięśnie, w szczególności karku i pleców wciąż się jeżyły i napinały. Nie mógł zebrać myśli. Wiedział, że czas nagli. W Eden działy się niepokojące zdarzenia. Chciał tylko zabrać 
ze swojego namiotu rynsztunek wojenny i ruszyć do Arcadii.
     Przechodził właśnie obok namiotów, zamieszkałych przez służebnice, świadczące usługi wojsku.

czwartek, 27 lipca 2017

Anun'Naki



      Wewnątrz brezentowego, zielonego wnętrza nie było luksusu. Stała tam jedynie stalowa

prycza z twardym materacem, 
oraz stolik i krzesło.
    Hetmana leżał na łóżku przykryty kocem po szyję. Mimo kolejnego zwycięstwa miał niezbyt szczęśliwą minę.
    Zoel wpadł do środka, niosąc czyste ubranie. Rzucił je na stół 
i podszedł do pryczy.
     - Wstawaj – powiedział ściągając z generała koc. – Twoje wojska 
już prawie są gotowe do wymarszu. Czas zebrać „swoje zwłoki” i stanąć na czele tego „pożal się Boże” pochodu.
    Hetmana niechętnie usiadł na posłaniu. Ziewnął, przeciągnął się. Wstał. Ściągnął koc 
i owinął się nim. Podszedł do wejścia, odchylił brezent i obejrzał okolicę. Następnie wrócił 
do środka i zaczął przywdziewać ubiór, potem zbroję.
   - Zaraz dam rozkaz do wymarszu – mruknął zachrypłym głosem.
   - Nie widzę jakoś u ciebie entuzjazmu – stwierdził Zoel.
  Generał zapiął napierśnik.
    - A z czego tu się cieszyć? – Mruknął.
    - No, odniosłeś dzisiaj kolejne zwycięstwo.
    - To ma być zwycięstwo? – Parsknął Hetmana. – Raczej rzeź niewinnych. Mój ojciec zadbał o to, byśmy nie mieli większych problemów z rozbijaniem sił wroga. Wydał rozkaz dowódcom twierdz, by siedzieli na dupach i nie wyściubiali nosa ze swoich stanic. Potem zniszczył łączność. Tak więc, nie znając sytuacji wszyscy tkwią w tych swoich kamiennych trumienkach 
i czekają na to, aż Behemot ich zniszczy.
    - Genialne posunięcie taktyczne – powiedział ponuro Zoel. – Chce wyeliminować armię wroga, bez strat wśród swoich sił. Z punktu widzenia polityka „szach i mat”.
    - Z punktu widzenia wojownika są to sukcesy bez honoru.
    - Tak twierdzisz?
    - By poczuć smak zwycięstwa trzeba stanąć z wrogiem na udeptanej ziemi i pokonać, walcząc twarzą w twarz. Wojownik musi poczuć trud zwycięstwa.
    - Ach, więc chcesz powiedzieć, że chodzi tu o ambicję – parsknął Zoel. – A nie o fakt, 
że nie możesz patrzeć na tę rzeź, jakiej dokonuje potwór Lewiatana.
    - Nie ukrywam, mierzi mnie to – westchnął Nefilim. – Nigdy nie byłem zwolennikiem eksterminacji An’hariel. Przyznaję… Kiedy dowiedziałem się o śmierci Amaela z rąk Cherubinów straciłem kontrolę…

wtorek, 25 lipca 2017

Nefilim - Fragment



      Przy brezentowych ścianach stały drewniane, zaplombowane skrzynie. 

W obszernym, prostokątnym, namiocie krzątało się kilku an’hariel, odzianych błękitno białe egzoskafandry obsługi technicznej.
       Trzej ludzcy niewolnicy odpowiadali za porządek. Zamiatali, opróżniali pojemniki na śmieci 
i wynosili nieczystości.
      Po środku, przed trójwymiarowym obrazem z kryształu matrycy stał Lewiataniel. Miał popielate włosy, odziany był w napierśnik, koloru brązu i serafińską togę. Na nogach nosił sznurowane pod kolana sandały i nagolenniki. Dotykając świetlistych symboli, kierował jakimś procesem.
     Reszta techników, obsługiwała metalowe agregaty oraz konsole. Na urządzeniach migały różnokolorowe lampki, wskaźniki i przyciski. Monitorowali też pięć płaskich ekranów, rozstawionych po kątach. Wyświetlały one dane telemetryczne oraz położenie jednostek 
w terenie.
     Po środku namiotu znajdowała się przeszklona, walcowata komora, podpięta grubym przewodem do prostokątnego pudełka z kryształem na górze.
     Lewiataniel właśnie konfigurował nowy deszyfrator wiadomości, kiedy matryca podłączona do komory teleportacyjnej rozbłysła błękitnym światłem. Nie uszło to uwadze an’hariela. Natychmiast podbiegł do urządzenia. Na trójwymiarowym obrazie wybrał migający symbol. Wyświetliła się treść komunikatu, dotycząca niespodziewanej operacji, którą wykonywało urządzenie.

niedziela, 23 lipca 2017

Świat w Kronikach Wiecznego Królestwa


     Nie jest to jakaś baśniowa kraina fantasy, kompletnie oderwaną od naszego świata. 
Ona funkcjonuje
w dwóch płaszczyznach, z których jedna znajduje się tu i teraz. Z kolei druga to Wieczne Królestwo, położone w wymiarze Thill’All Enderen. Nie jest on jednak niczym nowym. W ludzkiej kulturze funkcjonuje jako szeroko pojęte „Zaświaty”. Te same do których trafia nasza życiowa energia, zwana też duszą po śmierci. W praktyce jest to wymiar czysto „energetyczny” w którym wzajemnie znoszą się cząstki błękitnej i czerwonej mocy. Tak w skrócie. 
        Postrzeganie Thill’All Enderen zmieniło pojawienie się w nim ludzkiej (zielonej dla systematyzacji) energii. To świadomość Homo Sapiens wykreowała w zaświatach rzeczywistość z krainami ogrodami, miastami zbliżoną do naszej. 
   Thill'All Enderen składa się zasadniczo z trzech części: 

Recenzja



Na portalu kulturalnym Redakcja Essentia wśród różnych, ciekawych artykułów można przeczytać kolejną recenzję powieści "Kroniki Wiecznego Królestwa"

http://redakcja-essentia.pl/2017/07/kroniki-wiecznego-krolestwa/